"Uważam, że taka praktyka naraża małoletnich widzów na niespodziewane zetknięcie ze scenami budzącymi lęk lub wywołującymi inne - przykre dla dziecka - uczucia" - Marek Michalak
Powoli dochodzę do wniosku że rzecznicy tzw. ochrony praw dzieci są żywą inkarnacją trzech mądrych małpek i kiedy zasłaniają swe piękne oczęta, dochodzą do dalekosiężnych wniosków że jeśli czegoś nie widać ergo nie istnieje. W momencie ograniczonej percepcji, łatwo potknąć się o grób, przewrócić się i skaleczyć kolano, lub ewentualnie skręcić karka. Wbrew pozorom dzieci też umierają, przekonałem się o tym w szkole podstawowej do której uczęszczałem z (nie)skrywaną niechęcią. Uczeń z młodszych klas zmarł na nie wykrytą wcześniej wadę serca. Czy uderzyło to w nas bardziej niż w jego rodziców? Przeciż dziecko podobne jest do dorosłego, choć wzrostem mu ustępuje, nasze bagaże doświadczenia są różne, ciężarze czasami lżejsze, ale dla życia ważą po równo.
A propos małp, a raczej kozłów, w każdej klasie znajdzie się jeden, inny, wykluczony, sponiewierany przez grupę. Nawet jeśli telewizja zniknie, a Pan rzecznik ochrony praw zwierząt krzyknie w niebogłosy: "Witamy w Arkadii", zawsze pozostanie jeden element, niezauważalny, mały, ofiarny. Tego może być Pan pewien.